Select Page

W obiektywie wspomnień | 29 – Fotorelacja Kreta cz. 1

W obiektywie wspomnień | 29 – Fotorelacja Kreta cz. 1


Wróciłam! Stęskniłam się za blogiem, za Waszymi blogami, za pisaniem… Ale warto było jechać. Odpoczęłam od wszystkiego, wróciłam z pozytywną energią (choć rzeczywistość i tak robi swoje, ale się jej nie daję). Dzisiaj nie będzie postu „Tydzień ze mną”. Uznałam, że byłoby to bez sensu. W ciągu tygodnia zwiedzaliśmy, więc przeczytacie o tym i pooglądacie zdjęcia w ciągu najbliższych dni/tygodni. W weekend też nic ciekawego się nie działo – sprzątanie, ogarnianie się po powrocie, dzisiaj wizyta rodziców, nadrabianie zaległości i różne takie domowe sprawy. Koniec gadania, zaczynamy!

24.10 od samego rana był stresujący – niemal w ostatnim momencie znaleźliśmy się na lotnisku, do tego niemiły pan przeprowadzający kontrolę, który zwiększał mój stres i napięcie, a potem lot z nieprzyjemnym lądowaniem. Lot trwał prawie trzy godziny, następnie trzygodzinna podróż samochodem. 
Podczas organizowania wyjazdu, wyborów dokonywaliśmy na podstawie cen – znaleźliśmy zatem tani nocleg w Stalidzie, w okolicy której znajduje się wiele ciekawych miejsc, a która znajduje się 175 km od lotniska w Chanii, co z kolei pociągnęło za sobą wynajem samochodu. Zapytacie pewnie – dlaczego samochód. Odpowiedź jest prosta –  mając samochód nie byliśmy uzależnieni od autobusów, które kursują jak im się podoba, a w których bilety są drogie. Mogliśmy się dostać wszędzie, gdzie chcieliśmy, nie denerwowaliśmy się, że autobus nie nadjeżdża, nie staliśmy na przystankach. Gdybyśmy nie mieli auta nie przejechalibyśmy 800 km i na pewno nie dotarlibyśmy do wielu miejsc, a na paliwo i 7 dni wypożyczenia samochodu wydaliśmy tyle samo lub mniej, niż gdybyśmy podróżowali autobusami.
Po długiej podróży, czyli około dwudziestej kreteńskiego czasu (ważna informacja: na Krecie jest godzina do przodu) byliśmy na miejscu . Przywitała nas przemiła właścicielka Stella, poczęstowała nas sokiem, ciasteczkami i rakiją. Pokój ładny, zadbany, z balkonem, a do tego… ze sprzątaniem co drugi dzień. Bardzo nas to zaskoczyło i nie spodziewaliśmy się tego, troszkę nas to wprowadziło w zakłopotanie. 
Po odpoczynku ruszyliśmy na pierwsze zwiedzania. Krajobraz Krety jest tak różny od polskiego i każdego, który widziałam. Urokliwe domy, niemal brak zachodniego wpływu, życie toczące się własnym, bardzo spokojnym torem. Znaki życia porannego można było usłyszeć już o 6 rano – kogutów, ale dzień dla ludzi zaczynał się dużo później, co było przynajmniej dla mnie zaskoczeniem, bo o 8 na ulicach nie było żywej duszy. 
Kolejne zaskoczenie – w muzeach (tylko w jednym zapłaciliśmy za wstęp) po okazaniu legitymacji studenckiej wchodziliśmy za darmo. 
Na pierwszy ogień poszedł Pałac w Malii znajdujący się bardzo blisko naszego miejsca pobytu. 

Po obejrzeniu archeologicznych pozostałości pałacu udaliśmy się do uroczego miasteczka Milatos. 

Fale na morzu były bardzo duże i przyniosły nam wiele radości i zabawy 😀

Kreta – wyspa kotów, naprawdę! Wszędzie kociaki, białe, biało-czarne, rude, szare, szaro-białe, wszelakie. Do tego oswojone, żebrzące o pieszczoty i jedzenie, pocieszne 😀
Rudasek skradł moje serce.

Trafiliśmy do małej kawiarni, gdzie obsługiwała nas przemiła właścicielka, porozmawiała z nami trochę, przyniosła nam ciasteczka, a do tego jej mąż przyrządził przepyszną kawę grecką (pierwszy raz próbowaliśmy), ja zamówiłam frappe, bardzo dobre! 

Takie widoki podczas picia kawy – bezcenne.

Właścicielka kawiarni poleciła nam odwiedzenie jaskini w Milatos. Jaskinia ma smutną historię. Turcy zaatakowali ukrywających się w niej Greków (mimo, że mieli tego nie robić) i podpalili wejścia do jaskini. Zginęło 2000 osób. Jaskinia upamiętnia to zdarzenie, jest tam kapliczka oraz szczątki kości, które się nie spaliły.

Droga do jaskini.

Wejście do jaskini trochę mnie przestraszyło, bo w środku było bardzo ciemno.
Na koniec drugiego dnia pojechaliśmy do uroczego miasta Agios Nikolaos. Zdecydowanie spośród wszystkich większych miast (Rethymnon, Heraklion, Chania) to Agios Nikolaos skradło moje i Karola serce.

Nasz pierwszy kreteński obiad w miłej restauracji z pysznym jedzeniem. Na zdjęciu zupa kreteńska – przypominająca polski rosół z kawałkami kurczaka, przyprawami, cytryną oraz ryżem.

Na drugie danie pyszna mousaka i równie dobre zapiekane ziemniaczki, do tego zielony groszek, brokuł oraz marchewka. Na deser był naleśnik z lodami, ale niestety nie zdążyłam zrobić zdjęcia 😀  Do obiadu piliśmy domowej roboty wino. Taki zestaw wyniósł nas 14 euro.

Drugi dzień był długi i męczący. Wieczory spędzaliśmy na spacerach po mieście lub oglądaniu „How I met your mother”, dopiero teraz oglądamy ten serial, ale jest świetny i zabawny, polecam, odcinki trwają około 25 minut 🙂
To na tyle. W najbliższych dniach postaram się (choć będzie to trudne) nadrobić zaległości u Was, będę to robić sukcesywnie, na pewno nadrobię, ale może to trochę potrwać 🙂 Cieszę się, że już jestem, nawet nie wiecie, jak bardzo 🙂
Powiedzcie – jak Wam minął tydzień? Bardzo lubię czytać, co tam u Was się działo ciekawego 🙂

Autorka

Katarzyna Nowak

Mama, żona, freelancerka, fotograf, grafik, webmaster. Lubi planować. Wielbicielka książek. Na swoich zdjęciach łapie ulotne chwile. Kocha to, co robi i zawsze dąży do spełnienia marzeń.

  • Ja też się cieszę, że już jesteś, bo dzięki temu znów mogłam się pozachwycać Twoimi zdjęciami:)

  • Trudno uwierzyć, że Wam było tam tak ciepło, podczas gdy tu zamarzaliśmy (przynajmniej ja :P). Piękne zdjęcia 🙂

    • Nie dziwię się, bo jak tylko wysiadłam z samolotu pomyślałam sobie: O kurde, ale tu ciepło. A jak przylecieliśmy do Polski to: O kurde, ale zimno! 😀
      Dzięki :))

  • Ale cudne zdjęcia 🙂 cieszę się bardzo, że odpoczęliście 🙂 u mnie tydzień minął bardzo szybko, bo byłam na Conrad Festival i Targach Książki 😀 fajnie było, ale padam na ryjek z przemęczenia 🙂

    • Intensywnie Ci minął 🙂 Wypoczęliśmy, ale rzeczywistość dzisiaj nas dopadła boleśnie – Karola ugryzł pies bez kagańca na smyczy podczas przechodzenia przez pasy…

  • Zazdroszczę takich wypraw 🙂 Piękna pogoda i kotkiii 😀

  • Miło popatrzeć na takie zdjęcia, gdy na dworze pierwszy mróz:)

  • Och, jakie cudowne zdjęcia! 😀 Bardzo się cieszę, że odpoczęłaś, ale też, że już wróciłaś 🙂

    • Też się cieszę i cieszę się, że Wy się cieszycie 😀

  • Piękne widoki. U mnie nic ciekawego się nie działo, trochę czytałam, ale głównie oglądałam seriale i chodziłam na zajęcia.

  • Patrzę na Twoje zdjęcia i aż się rozmarzyłam. Za oknem tak zimno i wietrze, a u Was tak romantycznie i zjawiskowo. Zazdroszczę i jednocześnie cieszę się Waszym szczęściem. Chwytajcie jak najwięcej takich cudownych wspomnień!

    • U nas niestety już też zimno 🙁 Ale nie dajemy się pogodzie!

  • Zazdroszczę takich pięknych widoków! I lata!!!

    • Już nie ma czego zazdrościć, bo laba się skończyła 🙁

  • Super, że wyjazd się udał :)) A co do zdjęć kotów – mam taką samą manię 😀 Zawsze 50% całości zdjęć z wakacji to właśnie ujęcia różnych kotów ;D

    • Ja ostatnio zaczęłam fotografować też psy. Jak zwykle zwierzęta mają więcej zdjęć ode mnie.

    • Ja nie mam manii fotografowania kotów 🙂 Na Krecie po prostu było ich aż tyle, że wstyd nie robić takim uroczym zwierzakom zdjęcia 🙂

  • Zdjęcia przepiękne 😉

  • I zaś muszę napisać, że Ci zazdroszczę:) Patrzę na te letnie, przepiękne zdjęcia i aż mi się smutno robi, że u nas takie zimno:) Cudowny miałaś wypad i na pewno porządnie wypoczęłaś:) Kurczę, a te Twoje zdjęcia to bardzo miły przerywnik w przeokropnej nauce:D

  • Kasiu jesienna ucieczka z Polski to cudowna sprawa, jak miło, że nacieszyłam oczy widokami. Może kiedyś też się tam wybierzemy 😉

  • Ile bym dała żeby pochodzić nad morzem… przepięknie.

  • Też bym tak chciała jak Wy 🙂 Lubię odwiedzać takie miejsca jak właśnie Kreta juz poza sezonem wakacyjnym. Odnoszę wrażenie, że lepiej można wtedy poznać prawdziwe oblicze takich miejsc.

  • Pięknie! Kreta mnie również bardzo przypadła do gustu. Ja się poruszałam akurat autobusem po wyspie i muszę powiedzieć, że w porównaniu do Włoch czy Hiszpanii, to nie dość, że było tanio, to jeszcze nie zdarzyło się, by autobus nie był o czasie 😉