Jak udało mi się rozwinąć firmę na macierzyńskim?

Niedawno spotkałam się ze stwierdzeniem, że na urlopie macierzyńskim nie da się rozwinąć firmy. Wiele kobiet tak myśli, niektóre z nich próbują rozkręcić coś swojego najczęściej poprzez założenie bloga. Wydaje mi się, że w społeczeństwie panuje przekonanie, że matka powinna siedzieć w domu, a nie realizować się równocześnie w pracy. Do tego dochodzi jeszcze trend bycia mamą nieidealną, która nie ma ani chwili dla siebie, która poświęca się dziecku, zapominając o sobie. Z drugiej strony mamy kobiety, które wcale nie są mamami, ale zakładają biznes, czy bloga, aby spełniać się w tym, co robią, porzucić etat, zacząć coś nowego. Ten moment przed założeniem własnej działalności, ten moment ekscytacji, spełnienia, poniekąd strachu, kiedy wiecie, że w końcu zarejestrujcie firmę, kiedy właśnie tworzycie logo, swoją stronę, swoje miejsce w sieci… ten moment jest nie do opisania. Są osoby, które te pierwsze kroki mają za sobą, budzą się pewnego dnia i… no właśnie. Ekscytacja im opada. Nie ma klientów, co gorsze nie ma pomysłu, jak ich zdobyć, ba, nawet nie ma pomysłu, co dalej zrobić, więc co robią? Nic. Następuje etap stagnacji, szukania pomocy, porady w rodzinie, znajomych, na grupach na fb. To że założymy firmę nie znaczy, że będziemy mieli klientów dzień po zarejestrowaniu działalności. Budowanie firmy, swojej marki w Internecie, to obecnie bardzo ciężkie zadanie.

Otworzyłam biznes będąc w ciąży

Kobiety z reguły mają więcej zapału do pracy, są lepiej zorganizowane i lepiej potrafią zaplanować pracę. Ja otworzyłam biznes będąc w ciąży, na macierzyńskim też pracowałam, cały czas. I nie uwierzę w to, że ktoś mówi, że się tego nie da zrobić. Powiem jedno – DA SIĘ. Da się to zrobić i jest na to kilka sposobów. Ja dzisiaj opowiem swoją historię, którą mam nadzieję zainspiruję Cię do zmiany swojego nastawienia, do zmiany w swoim życiu, bo wszystko zaczyna się w głowie i gdy będziesz myśleć pozytywnie, to osiągniesz wiele. Każda porażka niech będzie cenną lekcją, informacją zwrotną, u mnie też nie jest zawsze kolorowo, nie było kolorowo, ale po co takimi sytuacjami negatywnie się nastawiać? One były, są i zawsze będą.

Firma na macierzyńskim – jak to się zaczęło?

Od zawsze czułam, że nie nadaję się do pracy na etacie. Inna sprawa jest taka, że nikt mi pracy na etacie nie chciał dać, oferowali tylko umowy zlecenie, co nie bardzo mi odpowiadało. Pracy szukałam rok. Nie chcieli mnie zatrudnić ani jako kelnerki, ani jako sekretarki, ani jako pomocy w restauracji. Kilka lat wcześniej, zanim założyłam firmę, działałam w fotografii. Będąc na trzecim roku studiów chciałam już gdzieś pracować, udało mi się w końcu znaleźć pracę na umowę zlecenie. W tamtym czasie miałam też brać ślub, ponadto po ślubie i skończeniu licencjatu planowaliśmy powrót na wieś, do mojej rodzinnej miejscowości, a z różnych powodów nie mogłam dojeżdżać do pracy. Rozwiązanie przyszło samo – mój ówczesny szef pozwolił mi na pracę zdalną w domu, było to dla mnie wybawienie i pierwsza styczność z takim rodzajem pracy. Mimo wszystko nadal nie była to praca etatowa, więc chciałam z niej zrezygnować, ale wiadomo – pracy potrzebowałam. Tak się złożyło, że mogłam starać się o dotację z Urzędu Pracy, dotację otrzymałam, było z tym mnóstwo załatwiania różnych formalności, niewiadomych, ale w rezultacie się udało, z czego się bardzo cieszę. Cały proces starania się i otrzymywania dotacji, to temat na zupełnie osobny wpis. W ramach umowy z UP musiałam, podkreślam to słowo, prowadzić firmę przez rok, w innym wypadku, gdybym z jakiegokolwiek powodu zawiesiła lub zamknęła działalność pieniądze z UP musiałabym oddać. Oczywiście w najgorszym wypadku mogłam opłacać tylko ZUS (ok. 500 zł), a po roku zamknąć działalność, jednak nie po to starałam się o dotację, przechodziłam przez całą papierologię, żeby odpuścić i się poddać, tym bardziej, że chciałam mieć swój własny biznes. Branża, w której pracuję (strony www, grafika, fotografia) jest specyficzna, nie chciałam pracować i uczyć się czyjegoś stylu, nie chciałam pracować dla agencji, chciałam mieć swój styl, swoją misję i pracować na swoje nazwisko oraz rozpoznawalność.

Dotację otrzymałam na przestrzeni kwietnia-maja 2016 roku, firmę założyłam 23 maja 2016, a o ciąży dowiedziałam się 6 czerwca 2016. Tydzień później na wizycie u lekarza okazało się, że to 21 tydzień, więc drugi trymestr. Zastanawiasz się, jak to możliwe, że przez tyle czasu nic nie wiedziałam? Nie wiem i moi lekarze też nie wiedzą. W tamtym czasie miałam dużo problemów z moją chorobą, Hashimoto, problemy z zajściem w ciążę, ciągle byłam pod kontrolą lekarzy. W pierwszej chwili na wieść o ciąży byłam oczywiście szczęśliwa, ale równocześnie przerażona, przecież dopiero, co założyłam firmę, a dziecko pojawi się już w grudniu, jak ja to wszystko ogarnę? Firmę trzeba rozkręcić, aby zarobić przynajmniej na ZUS, comiesięczne badania tarczycowe plus dodatkowe badania w ciąży (a te kosztują mnóstwo pieniędzy), wyprawka dla dziecka i samo utrzymanie malucha przecież do najtańszych nie należy, a ponadto zarówno dziecko, jak i firma zajmują sporo czasu. Tak więc obecnie mam dwójkę dzieci – Antosia i Media in Motion 😉 W tamtym czasie miałam dwa wyjścia – płakać i użalać się nad sobą lub po prostu zacząć działać.

Oczywiście, że wybrałam opcję drugą. Dlaczego? Nie należę do osób, które łatwo się poddają, walczę o marzenia, realizuję swoje cele i szukam sposobu na każdy swój pomysł; wierzę, że jeśli czegoś pragniemy, to zrealizujemy, osiągniemy ten cel. Jak wszystko potoczyło się później? Dzięki swojej ciężkiej pracy i samozaparciu pracowałam przez cały okres ciąży, nawet w dniu porodu, a także dzień po porodzie – musiałam przynajmniej odpisywać na maile, aby nie mieć mnóstwa zaległości (możesz mi wierzyć lub nie, ale u mnie w ciągu jednego dnia może być 30 nowych maili, a na każdego z nich muszę poświęcić więcej niż 10 minut, wiem to z doświadczenia). To że byłam chwilowo niedostępna, nie znaczy, że mogłam zapomnieć o firmie, bo firma jest z Tobą przez cały czas i ciągle myślisz, co jeszcze ulepszyć, poprawić, jak złapać więcej zleceń. Nigdy nie będzie tak, że skrzynka mailowa będzie czysta i nie będzie tam ani jednego nieodczytanego maila, to nie jest realne, tym bardziej jeśli firma się rozwija 🙂 Po porodzie mój mąż był w domu dwa tygodnie, wtedy dałam sobie czas na regenerację, poznanie malucha, odpoczynek, nie ukrywam, że bieżące sprawy w wolnej chwili też ogarniałam – zarówno dla swojej wygody (brak zaległości), ale i ze względu na klientów, bo niektóre sprawy były bardzo pilne i nie mogłam zostawić ich bez odpowiedzi.

Sama z dzieckiem

Gdy mąż wrócił do pracy zostałam z małym sama na trzy miesiące. Wtedy było trudniej, niż teraz, mimo że mały nie chodził w większości spał, dlaczego? Bo dopiero się uczyłam swojego dziecka, ciągle się go uczę, ale wtedy musiałam go poznać, poznać jego tryb, wiedzieć na co mogę sobie pozwolić. Banalne przebieranie pieluchy zajmowało mi 10 razy dłużej, niż teraz; przygotowywanie mleka i karmienie również; poza tym maluch potrzebował też bliskości mamy. Mimo wszystko te trzy miesiące nie były trudne pod względem pracy, wspominam je bardzo miło. Wiadomo, że im Antoś jest starszy, tym w niektórych sprawach jest łatwiej, w innych trudniej. Im jest starszy tym bardziej domaga się czegoś tu i teraz, czy to zabawy, czy jedzenia, ale też coraz łatwiej jest mu wytłumaczyć, czemu w danej chwili nie mogę tego zrobić; jest bardzo mądrym dzieckiem. Trudniejsze są okresy ząbkowania, gdy marudzi i chce być blisko. Trudniejsze są dni, gdy mały uparciuch chce siedzieć na kanapie cały dzień, a przecież może z niej spaść. Co wtedy robię? Spędzam z nim czas lub gdy mam bardzo pilne rzeczy, to po prostu biorę laptopa albo telefon i działam. Antoś nie bardzo też potrafi być sam, musi być z nim ktoś w pokoju i wtedy ładnie się bawi.

Firma na macierzyńskim – mąż w domu

Po 3 miesiącach mój mąż był w domu przez następne 9 miesięcy, dlaczego? Z racji tego, że ja postanowiłam nie wykorzystywać całego urlopu macierzyńskiego, mój mąż mógł go przejąć, więc skorzystaliśmy z tej opcji. Jej minusem były pieniądze, ponieważ wypłata męża po pierwszych dwóch miesiącach urlopu była zmniejszona o 60%, a więc sporo… Dlaczego wybraliśmy takie rozwiązanie? Bo była taka możliwość, bo przedyskutowaliśmy wszystkie za i przeciw, mimo tego, że miałam mnóstwo obaw, jak damy sobie radę finansowo – kredyt, spłata rat, rachunki, to wszystko kosztuje, więc ciągle miałam świadomość, że muszę przynajmniej zarobić u siebie na to, aby wyrównać wypłatę męża, opłacić swój ZUS i podatek, i jeśli to zrobię, to będzie wspaniale. Wiem, że jedni mogą pomyśleć, że porwaliśmy się z motyką na słońce, bo przecież nie miałam żadnej gwarancji, że firma tak bardzo się rozwinie. A jednak tak się stało, ponieważ byłam skupiona na swoim celu, bardzo chciałam iść do przodu i ciągle idę. Nasz pomysł początkowo nie spotkał się z sympatią naszej rodziny, dopiero po jakimś czasie byli w stanie powiedzieć, że to faktycznie było dobre posunięcie. Jestem świadoma, że niewiele osób jednak będzie do tego zdolna, bo jest to duże ryzyko, zwłaszcza w raczkującym biznesie kobiety. Myślę też, że wiele do takiej decyzji ma postawa męża, mój Karol bardzo mnie wspiera, więc to on bardziej upierał się na ten urlop i on bardziej wierzył we mnie, a ta jego wiara przeszła w pewnym momencie też na mnie. Gdy druga osoba okazuje wsparcie, jest naprawdę łatwiej w każdej dziedzinie życia.

Bardzo nie lubię, gdy dyskryminuje się pracę kobiet, a zwłaszcza matek, dlatego chcę Wam udowodnić, że da się równocześnie pracować, rozwijać biznes. Najlepsze czasy w moim biznesie to 5 miesiąc życia mojego dziecka, ponieważ od tamtej pory nie muszę starać się o zlecenia tak, jak wcześniej. Jestem w miejscu, w którym to zlecenia znajdują mnie, wierzę, że jest to też zasługa ciężkiej pracy i idei, jaka przyświeca mi w prowadzeniu MIMu, czyli 100% zaangażowania w projekt, przyjacielskie stosunki z klientami, cierpliwość, praca wspólnie z klientem, traktowanie każdego projektu indywidualnie, doradzanie, słuchanie, rozwiązywanie problemów nie tylko dotyczących tego, co było ujęte w umowie. Duże wsparcie otrzymałam od męża, który czasami mi pomaga przy drobnych, aczkolwiek kluczowych (zwłaszcza technicznych) kwestiach, wiem, że mogę też liczyć na jego wsparcie i że bez niego nigdy nie byłoby Media in Motion, bo to on mnie pchnął do tego, abym starała się o dotację.

To że mąż był w domu może po części ułatwiło sprawę, bo wiedziałam, że może ugotować obiad i nakarmić małego, może wyjść z małym na spacer, ja mogę wyjść, gdzieś pojechać – szkolenie czy służbowe spotkanie, ale to też nie wyglądało tak, że on zajmował się nim cały czas. Nasz dom to tzw. open space, czyli moje miejsce pracy znajduje się w salonie, kuchni i jadalni, także cały czas miałam na Antka oko, byłam obecna, gdy się bawili, jedli, także co chwilę się odrywałam od pracy, Antoś podchodził, więc trzeba było się nim zająć, pobawić, przebrać. Bycie rodzicem zobowiązuje do przebywania z dzieckiem, to ja w większości wstawałam do niego w nocy, ja usypiam go na drzemki i wieczorem, ćwiczenia w domu podczas półrocznej rehabilitacji również wykonywałam ja. Z resztą pomyślcie – czy naprawdę w domu mając dziecko i męża pod nosem jesteście w stanie się skupić w 100% na pracy? Ja nie mogłam 🙂 Paradoksalnie, gdy Karola nie było w domu robiłam więcej, niż gdy był 😀

Sposoby na rozwijanie firmy na macierzyńskim

Opowiem o moich sposobach na pracę z domu z dzieckiem. Oczywiście, gdy mąż był w domu wszystko było łatwiejsze, bo mógł część obowiązków domowych czy rodzicielskich w danym momencie wziąć na siebie, gdy działo się coś pilnego. Odkąd wrócił do pracy musiałam przyjąć zupełnie inny tryb – napiszę o mojej rutynie.

Pomoc innych

Rozwijając biznes na macierzyńskim trzeba dobrze się zorganizować i skupić na pracy. Jeśli nie masz możliwości lub nie chcesz, aby mąż przejął Twój macierzyński, to możesz poprosić mamę lub kogoś z rodziny, bliskich znajomych, aby zajął się dzieckiem przynajmniej na godzinę-dwie, w tym czasie możecie zrobić mnóstwo, naprawdę 😉 Moja mama bardzo mi pomaga, bo często zabiera małego na godzinkę-dwie dziennie. Poza tym gdy dziecko spędza czas z tatą możesz skupić się na pracy.

Gdy dziecko śpi – pracuj

Najbardziej w pracy w domu rozprasza oczywiście bałagan, który przy dziecku się pojawia i jest to normalne, więc gdy maluch uda się na drzemkę, to nie myj podłóg, nie wycieraj kurzu, nie wstawiaj prania. Zabawki można przed drzemką posprzątać wspólnie, wspólnie z dzieckiem można włożyć naczynia do zmywarki, etc. Gdy jednak dziecko śpi, to zrób kawę i siadaj do pracy.

Wstawaj wcześniej

Jedni są markami nocnymi, inni rannymi ptaszkami, u mnie się to zmieniło, bo właściwie wcześniej potrafiłam wstawać o 5-7 i działać, ale przy dziecku zmienił mi się tryb na nocny. Obecnie staram się przestawić na tryb poranny, bo jestem wtedy efektywniejsza, więc też walczę z tym, aby nie pójść spać później niż o północy, a wstać o 5.00, max. 7 rano. Z racji tego, że mam dziecko śpiocha i wstaje on najczęściej o 8.00-9.00, to są dni, kiedy budzę się razem z nim i w te dni staram się jednak odpracować te poranne godziny wieczorem.

Wyjdź z domu lub idź do innego pokoju

Nie praktykowałam tego zbyt często, bo wygodniej pracuje mi się na dużym monitorze, jednak bywały momenty np. konsultacje online, że musiałam wyjść do innego pokoju i było ok. Tata zajmował się dzieckiem. Możesz udać się do jakiegoś miejsca co-workingowego, restauracji lub kawiarni. Słyszałam też o takim sposobie i żałuję, że nie mieszkam w mieście – dziewczyny w dwójkę spotykają się u jednej z nich w domu i gdy jedna pracuje, druga zajmuje się dziećmi. Myślę, że to super opcja!

A gdy dziecko nie śpi

Oczywiście, że musisz zajmować się maluchem, ale prawda jest taka, że nie jesteś w stanie bawić się z nim cały dzień, ponieważ dziecko trzeba uczyć samodzielności, nawet gdy ma rok ma swoje sprawy 🙂 gdy widzisz, że bawi się sam, to wtedy możesz odpisać na maila, zrobić jakąś małą rzecz, tak samo, gdy np. dziecko samo je obiad, albo jak lubi pracować z Tobą, to może siedzieć na krzesełku i możesz równocześnie go czymś zajmować i pracować. To naprawdę jest realne i każde takie 5 minut z doskoku posuwa pracę do przodu. Zdaję sobie sprawę, że może to być męczące, ale trzeba sobie jakoś radzić.

Praca, gdy mąż jest w domu

Jeśli partner jest w domu, to możesz poświęcić kilka godzin na pracę, on na pewno to zrozumie. Oczywiście nie można przesadzać, bo wspólny czas też trzeba spędzić, ale jak są rzeczy pilne, to może przecież pomóc, prawda? Wykąpanie i nakarmienie dziecka na noc, to już jest godzina czasu wolnego dla Ciebie. Jeśli on pracuje na etacie, to po powrocie z pracy spędza 2-3h z dzieckiem, a Ty w tym czasie wychodzisz do innego pokoju i pracujesz intensywnie.

Podsumowując temat rozwijania firmy na macierzyńskim

Rozwinięcie firmy na macierzyńskim jest możliwe. Jeśli jednak nie chcesz tego zrobić, to zawsze znajdziesz wymówkę, żeby się wymigać taka jest niestety prawda. Rozumiem, że są dzieci, które są trudniejsze – mają problem ze spaniem, bóle brzuszka, etc., ale to tylko czasowe, to przechodzi. Też nie miałam łatwo, mieliśmy refluks, czy rehabilitację.

Gdybym nie miała męża w domu przez ten czas, to też dałabym radę, skąd to wiem? Bo wiem, nie poddaję się tak łatwo 🙂 Nie jest mi straszna praca po nocach, w soboty, wieczorami, czy nawet z dzieckiem. Jeśli chcę osiągnąć cel, to zrobię to, czy ktoś mi pomoże, czy będę sama z małym, czy ucierpi na tym sen. Nastawienie to jedna sprawa. Druga to kwestia silnej woli, umiejętność pracy w takich warunkach z doskoku, pracy podzielonej na etapy (da się tego nauczyć). Trzeba solidne rozplanować działania na dany dzień, tydzień, miesiąc. Nawet z najbardziej wymagającym dzieckiem wiem, że da się wszystko, trzeba tylko chcieć.